Kiedy patrzycie na apetyczne zdjęcia na billboardach czy w menu ulubionej restauracji, widzicie tylko ułamek sekundy uchwycony przez obiektyw. Dlatego często spotykam się z przekonaniem, że fotografia kulinarna zaczyna się w momencie, gdy stawiamy parujący talerz na stole, a kończy kilka minut później, wraz z naciśnięciem spustu migawki.
Prawda jest jednak zupełnie inna – fotografowanie to tak naprawdę ostatni etap długiego procesu. Profesjonalna sesja zdjęciowa składa się w 80% ze skrupulatnych przygotowań, planowania i stylizacji, a tylko w niewielkim ułamku z fizycznej pracy z aparatem. Właśnie dzięki temu praca w trakcie dużej sesji zdjęciowej, w restauracji czy na planie idzie potem tak sprawnie i jesteśmy w stanie stworzyć nawet kilkadziesiąt wysokiej jakości zdjęć.
Jeśli chcecie dowiedzieć się, jak naprawdę wygląda praca fotografa kulinarnego i jakie etapy wchodzą w skład tych przygotowań, to zapraszam Was na małą wycieczkę po moim workflow. Oto jak ten proces wygląda krok po kroku.
Etap 1: Tworzenie koncepcji sesji, czyli zanim dotkniemy aparatu
Zanim w ogóle wyciągnę aparat z torby, muszę dokładnie wiedzieć, co i po co fotografuję. Wszystko zaczyna się od wnikliwej analizy briefu sesji zdjęciowej.
Czym właściwie jest brief? To dokładny opis zlecenia, który pozwala nam jasno określić cel naszego zdjęcia, jego nastrój oraz wymagania techniczne. Przykładowo, ustalamy w nim, czy klient potrzebuje jasnego, radosnego kadru, czy też mrocznego, nastrojowego ujęcia. Często zdarza się, że klienci nie mają gotowego dokumentu – i to żaden problem! Bardzo chętnie sama przygotowuję taki brief, zadając klientowi odpowiednie, naprowadzające pytania, by jak najlepiej poznać jego wizję.
Następnie, na podstawie zebranych informacji, tworzę moodboard, czyli wizualną tablicę inspiracji. To krok absolutnie kluczowy! Dlaczego? Ponieważ fotografia to medium wizualne, a słowa mogą mieć wiele różnych znaczeń. Klient może powiedzieć, że zależy mu na ujęciach w stylu „domowym”, ale dla niego i dla mnie może to znaczyć coś zupełnie innego (dla kogoś to sterylna, biała kuchnia, a dla kogoś innego – stary, rustykalny stół obsypany mąką).
Dzięki moodboardowi mam 100% pewności, że razem z klientem jesteśmy w tym samym miejscu i dokładnie się rozumiemy. To właśnie na tym etapie precyzyjnie określamy też kolorystykę, rodzaj światła i klimat rekwizytów, tak by idealnie pasowały do potrawy. Czasem – choć nie zawsze, w zależności od stopnia skomplikowania sesji – na koniec chwytam za ołówek i szkicuję kadry, aby zaplanować wstępną kompozycję i ułożenie głównych elementów na stole.
Odbierz prezent i zapisz się do newslettera:
Etap 2: Food sourcing, czyli casting na bohatera
Nie ma pięknych zdjęć kulinarnych bez pięknego produktu – to moja złota zasada. Dlatego food sourcing, czyli profesjonalne zakupy spożywcze, to absolutnie kluczowy etap! Zapewniam Was, że znacznie różnią się one od zwykłego, szybkiego wyjścia na weekendowe zakupy do pobliskiego supermarketu.
Przede wszystkim, w sklepie przeprowadzam prawdziwy casting na najpiękniejszą truskawkę albo najdoskonalsze jabłko. Nie chwytam pierwszego z brzegu egzemplarza – starannie oglądam każdą sztukę, szukając idealnych kształtów, wybarwienia i tekstury, bez ukrytych skaz. Często zdarza mi się spędzić przy jednym stoisku z warzywami naprawdę sporo czasu!
Przez lata wypracowałam sobie już mapę sprawdzonych punktów i doskonale wiem, gdzie dostanę najpiękniejsze warzywa, a gdzie najświeższe zioła. Nie jest też rzadkością, że aby skompletować listę zakupów do jednej, wymagającej sesji zdjęciowej, muszę pojechać w kilka różnych miejsc.
W mojej pracy obowiązuje też żelazna zasada zakupów w nadmiarze. Zazwyczaj kupuję produkty z dużym zapasem – szczególnie wtedy, gdy w ramach zlecenia to ja gotuję i przygotowuję przepis dla klienta. Wtedy kupuję wszystkie niezbędne składniki razy dwa. Muszę mieć „dublerów” na wypadek, gdyby w trakcie gotowania coś poszło nie po mojej myśli, jakieś delikatne produkty uległy uszkodzeniu w transporcie do studia, albo misternie ułożona dekoracja zwiędła od ciepła na planie zdjęciowym.

Etap 3: Budowanie scenografii wokół dania
Kolejny krok to budowanie świata wokół jedzenia. Odpowiednio dobrana ceramika potrafi zdziałać cuda, a ta nietrafiona – całkowicie zrujnować kadr. To właśnie na tym etapie wracam do przygotowanego wcześniej briefu i moodboardu. Rekwizyty dobieram ściśle na ich podstawie, ponieważ to za ich pomocą tworzę ostateczny charakter zdjęcia. Elementy scenografii mają za zadanie dopełniać opowiadaną historię, dlatego nigdy nie mogą przytłoczyć samego dania.
W fotografii kulinarnej z reguły najlepiej sprawdzają się naczynia matowe, które nie odbijają niechcianych blików światła, oraz te o nieco mniejszych rozmiarach. Dlaczego? Ponieważ na małym talerzyku porcja jedzenia wydaje się znacznie obfitsza i od razu wygląda bardziej apetycznie!
Wybieram również tło fotograficzne. Decyduję, czy faktura podłoża ma być ciepłym drewnem, chłodnym i surowym betonem, czy może delikatną, pogniecioną lnianą tkaniną. Zajmując się fotografią kulinarną od ponad 10 lat, zgromadziłam w swoim studio potężną kolekcję różnorodnych teł, unikalnej ceramiki, sztućców oraz deseczek w najróżniejszych stylach. Dzięki temu zazwyczaj jestem w stanie pracować na swoich własnych, bogatych zasobach. Oczywiście, jeśli wizja klienta tego wymaga, zdarza mi się też robić dedykowane zakupy do sesji. Zasada pozostaje jednak niezmienna: tło i rekwizyty muszą harmonijnie dopełniać danie lub intrygująco z nim kontrastować, ale nigdy nie mogą konkurować z nim o uwagę widza.

Etap 4: Przygotowanie planu, ustawienie światła i technika „stand-in”
Przejdźmy do ważnego momentu technicznego. Praca z jedzeniem uczy pokory, bo to piękny, ale często bardzo nietrwały model. O ile suche ciasto czy ciastka wybaczą nam dłuższą chwilę na planie, o tyle świeża sałata szybko więdnie od ciepła, lody topnieją, a parujące, soczyste danie obiadowe błyskawicznie matowieje i traci swój apetyczny blask.
Dlatego w fotografii kulinarnej tak ważna jest odpowiednia kolejność działań. Moja złota zasada brzmi: najpierw przygotowuję całe swoje miejsce pracy w studio, a dopiero na samym końcu szykuję finałową potrawę – nigdy na odwrót. Gotowe, gorące danie nie może stać na stole przez pół godziny i czekać, aż ja rozstawię sprzęt.
Zaczynam więc od zbudowania bazy. Wyciągam i ustawiam lampy, dobieram tło i układam akcesoria. Mój aparat wędruje na solidny statyw i zostaje podłączony kablem do komputera (tzw. tethering). To ogromne ułatwienie, bo dzięki temu mogę z aptekarską precyzją kontrolować ostrość i kompozycję od razu na dużym monitorze.
Następnie przechodzę do wstępnego ustawienia światła – modyfikuję kąt jego padania, ustawiam dyfuzory (żeby zmiękczyć cienie) i czarne zastawki (aby nadać zdjęciu trójwymiarowości). Na czym jednak testuję to światło, skoro jedzenie wciąż czeka w kuchni?
Tutaj z pomocą przychodzi technika Stand-in (czyli praca na dublerze). Zazwyczaj ustawiam światło po prostu na pustym talerzu, na którym finalnie zaserwuję danie, lub na „roboczej”, niedopracowanej wersji potrawy. Dopiero gdy cała scena jest oświetlona, przetestowana i w 100% gotowa, na plan wkracza nasz główny, dopieszczony bohater.
Etap 5: Food styling, czyli sztuka kulinarnej stylizacji
To tutaj dzieje się największa magia. Warto wiedzieć, że przygotowanie potrawy do fotografii kulinarnej często znacząco różni się od zwykłego gotowania do zjedzenia. O ile w domowej kuchni liczy się przede wszystkim smak i to, by wszystko dobrze się ze sobą połączyło, o tyle na planie zdjęciowym najważniejszy jest idealny wygląd.
Etap stylizacji to precyzyjna praca nad tzw. hero dish (głównym bohaterem). Używam do niego tylko tych najpiękniejszych, pieczołowicie wyselekcjonowanych na etapie zakupów składników. W trakcie układania potrawy na talerzu skupiam się na trzech kluczowych rzeczach: zbudowaniu odpowiedniej objętości, bardzo dobrej widoczności poszczególnych elementów (aby widz od razu wiedział, z czego składa się danie) oraz nadaniu całości maksymalnie świeżego wyglądu.
Moim głównym narzędziem pracy staje się często wtedy… precyzyjna pęseta, którą ostrożnie układam nawet najdrobniejsze detale. Aby zupa, makaron czy sałatka nie zapadły się smutno na dnie, często ukrywam w miskach małe podkładki. Dzięki temu danie zyskuje upragnioną objętość, staje się trójwymiarowe i dumnie piętrzy się ku obiektywowi. Z kolei tuż przed samym wykonaniem zdjęcia następuje ostateczne odświeżenie – delikatnie smaruję mięso kropelką oleju, by apetycznie lśniło, a świeże warzywa czy owoce spryskuję mgiełką wody.

Etap 6: Sesja zdjęciowa
Kiedy na plan wjeżdża ostatecznie dopieszczony, finalny talerz, liczy się każda sekunda. Jednak to właśnie w tym momencie procentuje cały czas poświęcony na wcześniejsze przygotowania! Dzięki skrupulatnemu przejściu przez wszystkie poprzednie etapy, samo wykonanie zdjęć idzie mi już bardzo szybko i sprawnie, ponieważ całe otoczenie, światło i baza kompozycji są w pełni gotowe.
Na tym etapie nie ma już miejsca na przypadkowe działania – pracuję zgodnie z przygotowaną wcześniej, przemyślaną listą ujęć do wykonania (tzw. shot list). Wykonuję zaplanowaną serię zdjęć, analizując je na bieżąco na dużym ekranie monitora, i koryguję jedynie absolutne detale. Przesuwam widelec o kilka milimetrów, poprawiam ułożenie serwetki czy lekko odwracam listek zioła w stronę światła.
Etap 7: Post-produkcja, czyli ostateczny szlif
Ostatni etap naszej podróży odbywa się już w cyfrowej ciemni. Wywołuję pliki RAW, korygując balans bieli, ekspozycję oraz kontrast. Następnie przechodzę do color gradingu – nadaję zdjęciu ten specyficzny, zaplanowany na samym początku w moodboardzie klimat kolorystyczny.
Na sam koniec zostaje retusz lokalny. Usuwam niechciane, przypadkowe okruszki (bo te celowe, budujące klimat, oczywiście zostawiam!), drobne plamki na brzegu talerza czy rysy na tle, które mogłyby odciągać uwagę od tego, co najważniejsze – od pysznego jedzenia.

Praca fotografa kulinarnego to w dużej mierze bycie po trochu reżyserem, scenografem, inżynierem światła i… czarodziejem. Ale gwarantuję Wam – kiedy patrzycie na gotowe, smakowite zdjęcie, ten cały wysiłek jest tego wart!
Teraz Wasza kolej! Ciekawa jestem, który z tych 7 etapów zaskoczył Was najbardziej?👇
Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej o tym, jak buduję takie plany zdjęciowe w swoim studiu, koniecznie zapiszcie się do mojego newslettera!
